środa, 16 kwietnia 2014

Księga 1- "Wierzę Ci". Rozdział VI

                                                             ***Naty***
  Obudziłam się w białym pomieszczeniu. Całkiem pustym i dość ponurym. To był szpital. Bywałam tu tylko kiedy Lena miała prześwietlenia. Dotychczas to ona była pacjentką, ale tym razem okazałam się być nią ja.
   Śmierdziało tam lekami, sama chemia. Myślałam, że się uduszę.
Nagle poczułam czyiś oddech na mojej szyi. Próbowałam się obrócić, ale na marne.  Moje ciało było usztywnione, zwłaszcza kark. Z ledwością wydobyłam z siebie dźwięk:
- M..mama? Gdzie jestem?
- To.. - zaczął ktoś nieśmiało.- To ja... Maxi.
- Maxi? - zatkało mnie.- Ale co ty tu robisz? I co ja tu robię? Czemu nie..nie mogę..- gips bardzo uciskał mi gardło, przez co bardzo trudno było mi coś powiedzieć. - nic powiedzieć?
- Miałaś mały wstrząs - nie do końca wiedział co powiedzieć. - I jak walnęłaś w moje drzwi, ja je otworzyłem. A ty zleciałaś ze schodów.
- Że..- i wszystko stało się ciemniejsze, nie słyszałam już głosu Maxiego, ani jego oddechu, ani dotyku.                                                          Nie czułam już nic...

                                                     ***Maxi***
 Lekarz kazał mi wyjść. Okazało się, że z Naty działo się coraz gorzej. To nie było żadne złamanie, że wszystko będzie dobrze. To będzie się toczyć. Traciła przytomność co 10 min, i .. traciła za każdym razem pamięć. Chyba już 50 razy mówiłem jej co się stało. I za każdym razem trudno było mi to wyznać. Bałem się, że nie wyjdzie już z tego.  Musiałem już jechać do domu.

                                                        ***Violetta***
 Doszłam do drzwi. Całą drogę śmiałam się i jednocześnie biegłam, więc dostałam kolki i Leon musiał mnie nieść.:)
- Haha, a pamiętasz jak na urodziny Fran kupiłeś mi kostium księżniczki? Ty byłeś moim rycerzem.
- Tak, pamiętam . Wyglądałaś przepięknie.- wspominaliśmy mój pierwszy rok w Studio.
- Heh, bo się zarumienię.- uśmiechnęłam się nieśmiało do mojego CHŁOPAKA. O, tak. Wreszcie to powiedziałam. Chłopaka. Kocham to słowo.
  Uściskaliśmy się na pożegnanie i wyszedł zostawiając we mnie coś niezwykłego. Miłość, której tak długo nie miałam. Brakowało mi tego odczucia, tego, że z każdym dniem niecierpliwie będę czekała aby tylko go zobaczyć. Takie coś nazywało się... UNIESIENIEM SERCA. KU DUSZY. O TAK.
  I coś takiego było właśnie wtedy kiedy wyszedł.
Moje piękne myśli przerwał tata.
- Gdzie byłaś Violetto?
- Eee, w parku. Z Leonem. - odpowiedziałam speszona pytaniem.
- Leonem? Aha, dobrze. A wiesz która godzina? - założył ręce i czekał na sensowne wytłumaczenie.
- Tak, wiem, zasiedziałam się. Bardzo przepraszam, obiecuję poprawę i proszę o...
- Już dobrze, dobrze. Nie musisz się spowiadać. To nie jest jakiś rachunek sumienia. - zaśmialiśmy się, przytuliliśmy i... zaburczało nam w brzuchach.
- Ee, tato? A kolacja?
- Będzie za godzinę, lub w ogóle.
- Aj ta Olga! Chyba zamówię pizzę.:)
- Nie Violetto. Nie ma mowy. Nie wolno ci jeść tak późno takich niezdrowych rzeczy. - powiedział do mnie stanowczym tonem.
- Aha, czyli wolisz być głodny przez cały wieczór? -  posłałam tacie tajemnicze spojrzenie i po chwili
chwycił telefon wykręcając numer do pizzerii.
- Szynka czy pieczarki?
- Em.. pieczarki. I ser. Duuuużo sera. - i tak zamawialiśmy ukrywając się przed Olgitą.

                                                      ***Federico***
  Szedłem akurat do Studia i w drodze zauważyłem piękną Milagros. Szła bardzo wolnym krokiem.
Pyłki krążące w powietrzu  obracały się dookoła szatynki. Jeden z nich usiadł na jej ramieniu, natomiast kolejne kręciły się wokół kosmyków jej włosów. Niektóre czepiły się nawet brwi i długich rzęs.  Stałem i patrzałem jak idzie. Nagle podniosła do góry swoje smutne oczy. Wyglądały jakby się czegoś bały, jakby chciały się od czegoś uwolnić - a nie mogły. Już chciałem do niej podejść, ale coś mnie zatrzymało.
  Zatrzymało mnie jej piękne spojrzenie. Te źrenice, te brązowe oczy. To one zmieniły mnie z pewnego siebie chłopaka, w nieśmiałą osobę, która boi się podejść do dziewczyny i zapytać "Cześć, co słychać?'.
 Jeszcze nikt tak na mnie nie działał. A tu nagle pojawia się drobna Mila, którą znam od niemal jednego dnia.
Ukhm, znam. Co ja mówię.. Zamieniliśmy raptem 3 słowa. Ale to tylko zachęcało mnie do kolejnych rozmów.
Chciałem być tam z nią, grać jej na gitarze, słyszeć jej słodki głosik. Taa, ale nawet nie wiem jak ona śpiewa. Zapewne cudownie, skoro dostała się do tej prestiżowej akademii.
I wtem: Ktoś uderzył mnie jajecznymi lokami! To Ludmiła.
- Hello sweety!  Co tam? Bo ja jestem mega happy! Dziś zaprezentuję Pablo moją nową piosenkę. Dam czadu baybe!
- Tak, na pewno dasz czadu. - i kiedy chciałem nadal śledzić nową uczennicę straciłem ją niestety z oczu.
- Na co się patrzysz ? Coś nie tak z moim make-upem? - i błądziła za moją mimiką.
- Eee, nie skąd. Jesteś jak zwykle olśniewająca. To.. idziemy?
- Of course! - krzyknęła blondynka.

                                                     ***Leon***
  Grałem na keyboardzie 'Podemos' czekając na Violę. Grałem to dla niej.
Wtedy zobaczyłem ją przy framudze. Uśmiechała się do mnie i wtedy wspólnie zagłębiliśmy się w muzyce.
Nagle do sali wpadł zdenerwowany Maxi.
- Ej, co się stało?- zapytaliśmy w tym samym czasie.
- Naty jest w szpitalu..i straciła pamięć.
- Jak to? Co się stało? - zapytała zaszokowana Violetta.
- Nie ważne, w każdym razie martwię się o nią, bo lekarz mówi, że może nie wyjść z tego.
 W sali ogłuchło.
Wtedy weszli Camila, Broduay, Francesca i Marco.
- Jak to Naty straciła pamięć?
Zdeterminowany Maxi opowiedział wszystko po kolei.
- Biedna... to już nie będzie ta sama Natalia. - Fran ze smutku zwiesiła głowę. Nie wiedziała co o tym myśleć. Nikt nie wiedział.
- Ej, ale.. może powinniśmy powiadomić o tym Pablo? On może pomoże, wesprze. - wyrwałem aby przerwać ciszę.
- Okey, chodźmy! - i wszyscy razem pobiegliśmy do pokoju nauczycielskiego.

                                                      ***Federico***
  W Studio nadszedł czas długiej przerwy. Aby oczyścić umysł wybrałem się na spacer do parku.
Usiadłem na ławce.
Wtem poczułem, że jakaś osoba idąca ku mnie zatrzymała się  się u wejścia i dopiero po upływie chwili zajęła miejsce  na przeciwnej ławce.
Ową osobą okazała się Milagros. Bałem się ruszyć, aby jej nie spłoszyć. Była bardzo nieśmiała.
Poprawiłem się na miejscu i od tej chwili patrzałem na nią jak na obrazek. Obawiałem się, że panienka odejdzie kiedy usiądę obok niej.
 Wówczas Mila była ode mnie młodsza o 3 lata. Ja miałem 18, ona 15. Jednak nie widziałem w niej dziecka.
Dziewczyna nie zwróciła na mnie nawet przelotnej uwagi . Uczyła się chyba jakiejś melodii, bo bezpretensjonalnie ruszała wargami.
W pewnej chwili przelotnie rzuciła na mnie okiem  i zmieszała się, spostrzegłszy moją twarz opromienioną zachwytem , zbladłą. Wtedy jakiś ból wstrząsnął ją od głowy aż do stóp. ..
Zmarszczyła brwi , była zmieszana. A ja siedziałem oszołomiony.
Ta boleść znikła z jej ciała napełniając rozkoszą.
NAGLE Z CAŁYM BEZWSTYDEM MOGŁEM WIELBIĆ OCZYMA SMUKŁĄ POSTAĆ.
A ona jeszcze bardziej spuściła powieki. Zaczęła się uczyć, ale nie mogła. Błądziła wzrokiem raz na nutach, pozostając na trawą pod stopami. Czuła moje wejrzenie, bo kilkakroć drgnęły jej rzęsy. Policzki oblały głębokim rumieńcem, co prędko zbladły.
Wysłałem jej w spojrzeniu całą swoją duszę, milion słodkich przezwisk, tęsknot, żalów- wszystko na raz.
I oto po długim czasie powieki dziewczyny  osunęły się.  Jej oczęta przywitały moje sygnały odwzajemniając je, a na ustach mieszał się niepoczytalny uśmiech: trochę radości, trochę smutku.
W tym "uścisku spojrzeń" przetrwali nadziemskie chwile. Panna Rodriguez odwróciła głowę i zakryła twarz rękoma. Sekundę potem wzniosła je znowu. Skórę miała białą - niczym śnieg- , a na czoło zsuwała się potargana przez wiatr grzywka. Teraz nie mogła już się sprzeciwiać, opierać swoim uczuciom. Gdy zamykała oczy , jakaś siła przyciągała je z powrotem  i nasza pieszczota dłużyła się. To było wieczne. I takie realne. A jednak czułem jakby świat zatrzymał się w miejscu.
Nasze szczęście nie mącił nikt. Żadne odgłos nie płoszył milczenia, prócz wiatru.
Grałem dla piękno okiej własną piosenką. Bo ona nią była. Ona była moją piosenką....

__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
NO I OTO ROZDZIAŁ 6!!!!!! 
NIE WIEM CZY JEST DŁUGI, CZY KRÓTKI, ALE WEDŁUG MNIE NAJLEPSZY.<3 
BYĆ MOŻE GŁUPI, BEZSENSU I NUDNY, ALE DLA MNIE PEŁEN UCZUĆ. 
DZIŚ NA JĘZYKU POLSKIM OMAWIALIŚMY TAKI CUDNY FRAGMENT PEWNEJ KSIĄŻKI I PARĘ CYTATÓW I OPISÓW BARDZO MNIE NATCHNĘŁY, WIĘC UŻYŁAM ICH DO FEDE I MILAGROS. 
DŁUGO MYŚLAŁAM W JAKI SPOSÓB POKAZAĆ ICH ZAUROCZENIA, AŻ W KOŃCU SIĘ UDAŁO! 
MAM NADZIEJE, ŻE BYŁO CAŁKIEM CAŁKIEM I , ŻE POLUBILIŚCIE JUŻ FILĘ.<33333
KOLEJNY ROZDZIAŁ ZA 3 KOMY.:) 




niedziela, 13 kwietnia 2014

Księga 1- "Wierzę Ci." Rozdział V

                                                             ***Olga***
 - Olga, puść mnie! Nawet jeśli mamy być małżeństwem to i tak przestrzeń osobista jest dla mnie bardzo ważna! - krzyczał i  wymachiwał rękoma na wszystko strony. Rzecz jasna chodzi o Ramallo.
  - Nie wierze, Ramallo. A już myślałam, że się zmieniłeś! JAK MOGŁEŚ, JAK MOGŁEŚ?? - bardzo mnie zdenerwował, tak, że ze złości walnęłam ręką w kuchenkę, a ta odbita od mojej silnej pięści zatrząsnęła rondelek z gotującym się daniem. Wszystko wylądowało na podłodze.
- No i widzisz co narobiłeś? Teraz poczekacie na kolację 4 godziny! Albo i nawet 5 bo muszę umyć podłogę...
- Ja, co..? To nie była wcale moja wina, o co ci Olgo chodzi? To ty przecież uderzyłaś w kuchenkę! Sama jesteś sobie winna!
- Ja? Ja? Nie no przegiąłeś mój panie! Wszystko doniosę panu Germanowi! - z oburzeniem zawołałam na cały dom.
- A może się tak uspokój, dobrze? - bezskutecznie próbował  mnie uspokoić. Doprowadził do jeszcze gorszego napięcia. Czułam jakby ciśnienie mi skoczyło , a serce wywróciło do góry nogami, gdyż nie czułam już tej miłości do Ramallo co jeszcze 5 minut temu. Jak ja będę z nim żyła? On ciągle coś psuje.. Jak ja to wytrzymam...

 I w tym momencie do kuchni wkroczył pan domu- German.
- O, German nareszcie jesteś, przetłumacz coś tej kobiecie do rozsądku! - mężczyzna otarł pot z czoła i oparł się o lodówkę.
- Nie, niech pan, panie German przetłumaczy temu mężczyźnie coś do tej pustej kapusty, albo i nawet brukselki. Bo na kapustę to jeszcze panu brakuje.
- Dosyć tego! Co się z wami dzieje? Jeszcze przed godziną było wszystko w porządku. Ech, z kim ja żyję... - i odszedł zostawiając mnie i tego brukselkowego półgłówka samych w kuchni.

                                                            ***Maxi***
  - Naty, nic ci nie jest?!Naty!!! Odezwij się! - podbiegłem do czarnowłosej leżącej na ziemi.- Ocknij się, proszę, Naty. - byłem przerażony. Musiałem działać. Natychmiast wykonałem jej sztuczne oddychanie i zadzwoniłem po karetkę.
- Halo? Nazywam się Maximiliano Ponte, mam 18 lat. Na ulicy ********* doszło do wypadku. Dziewczyna w tym samym wieku co ja jest nie przytomna. Proszę, przyjedzcie!

                                                       ***Violetta***
  W końcu usiedliśmy na naszej ławce. Objął mnie ramieniem, przytulił. Wtuliłam się w niego , nie sądziłam nawet, że to będzie takie cudowne. Znowu jesteśmy razem. Oby to nie było złudzenie spowodowane morską bryzą.
- Leon, znowu jesteśmy razem?
- Tak. Pytasz o to już chyba enty raz.
- Po prostu chcę być pewna, chcę wiedzieć, że to co jest teraz jest realne, że to nie jest mój wymysł, mój sen. Chcę to czuć.
- Myślałam, że poczułaś to już? - szatyn pochylił się i podesłał mi buziaka.
- Heh, okej, czuję to.. Ale muszę być o tym w 100 procentach przekonana. - wstałam i złapałam go za rękę. - Idziemy na jabłko w karmelu?
- Oczywiście, chodźmy.:) - objęliśmy się, i szliśmy alejką. Wszystko było dobrze póki nie spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Było już bardzo późno, na pewno po kolacji.
- O nie! Jest już ta godzina! Leon, muszę niestety lecieć do domu! - bardzo mnie to zasmuciło, mieliśmy iść na słodką przekąskę, a tu coś takiego. Na szczęście Leon nie chciał mnie tak łatwo puścić.
- Naprawdę musisz iść? Proszę, zostań jeszcze trochę. - chłopak delikatnie przysunął się do mnie.
- Niestety. Ale, może mnie odprowadzisz? :)
- Pewnie. Chodźmy. - i nagle poczułam się wysoko nad ziemią. Verdas wziął mnie w swe ramiona i podrzucał wesoło. A z racji tego, że nie boję się wysokości, zaczęłam piszczeć.
- Leon!, przestań, proszę!!! Leon! - no i czułam że to jest realne. To było realne. Bardzo. Byłam niczym ptak wysoko nad ziemią  unoszony skrzydłami miłości. Moje skrzydła nazywały się Leon. Tak- L.E.O.N. Mogę powtarzać to imię ciągle, a nigdy mi się nie znudzi.
- Już dobrze, dobrze. - i puścił mnie W KOŃCU na ziemię. Myślałam, że zacznę ją całować.
- No to idziemy? - spytał z nonszalanckim śmiechem.
- Mhm, ale nie chcę tym razem żadnych niespodzianek, typu latanie.
- Jakie latanie? Przecież to nie było nawet na kilka metrów.
- Ale wiesz, że boję się wysokości. - złapałam go za rękę i wyszczerzyłam zęby.- A teraz już chodźmy, bo tata mnie chyba za to w wieży zamknie!

                                                            ***Maxi***
 Karetka przyjechała już po 5 minutach, a ja bałem się o Natalię. Bardzo. Męczyło mnie sumienie, bo to w końcu ja otworzyłem te drzwi  znienacka i z odrobiną złości. To moja wina.
- Nie jest w najlepszym stanie. Przykro mi, ale pozostanie w szpitalu na trochę. I przejdzie operację. - odezwał się do mnie jeden z lekarzy.
- Aham.- z ledwością przełknąłem ślinę.- Mogę pojechać z wami, proszę.?
- Dobrze. Wsiadaj. - i pojechaliśmy, a ja czułem się okropnie.. Chyba tam zemdleję....
_______________________________________________________________________________________________________________________________________


NO I WRESZCIE ROZDZIAŁ 5!! JUŻ POMYSŁÓW NIE MAM, SERIO.:( DLATEGO TAKI KRÓTKI.
ALE PRZYNAJMNIEJ ZMIENIŁAM WYGLĄD. ROZDZIAŁ 6 ZA 2 KOMY.:p



sobota, 12 kwietnia 2014

Zmiana adresu bloga (POST ORGANIZACYJNY)

 TO JEST TYLKO POST ORGANIZACYJNY!
   Zmieniłam adres i nazwę strony na:
Nazwa : Vale mas ser que tener ~ tł. Lepiej być, niż mieć.
Adres: http://ser-mejor-para-siempre.blogspot.com   ~ tł. Być lepszym zawsze LUB Zawsze być lepszym


     A co do new rozdziału, to postaram się jutro, dziś bym chciała jeszcze pozmieniać wygląd.


wtorek, 8 kwietnia 2014

Księga 1 - "Wierzę Ci". Rozdział IV

                                                                     ***Violetta***
  Tak, pocałowaliśmy się.<333 To było takie romantyczne. I w końcu byliśmy razem! Z niechęcią odkleiłam od niego usta, otworzyłam oczy...
- Idziemy do parku? Na 'naszą' ławkę?- szatyn lekko się uśmiechnął.
- Pewnie.:) - i poszliśmy, a ja miałam w głowie pełno pięknych myśli. Teraz wszystko jest na dobrej drodze.

                                                                ***Naty***
 Było mi przykro z powodu Maxiego , bo chciał ze mną iść do kina, a ja.. wolałam być z Ludmiłą. Cały dzień załatwiałam jej sprawy i układałam kolejny grafik na jutro. Miałam tego serdecznie dość. Ta, jasne, już na pewno się zmieniła. Prędzej wczorajsze ziemniaki, które jadłam na obiad zaczną tańczyć makarenę niż ONA się zmieni. Supernowa, to supernowa - nikt ani nic tego nie zmieni. Amen.
    Akurat przechodziłam koło domu rapera, więc postanowiłam wpadnąć.
Zadzwoniłam.  Drzwi otworzył dopiero po pewnym czasie. Nie spodziewałam się żadnego okazu radości na mój widok. Tak też było.
- Co tu robisz? Jeśli po raz enty chcesz twierdzić, że nie trzymasz się już z Ludmiłą, to odpuść. Nie wierzę Ci.
- Ale, ale.. myślałam, że..
- Ech, no dobra przegiąłem trochę- przyhamował z oskarżeniami widząc moją smutną minę.
- Ja się z nią nie trzymam, ona się zmieniła, trochę... teraz..
- Teraz znów jest tarantulą. A ty? A ty nadal, wciąż, kolejny raz, po raz, jak co dnia USŁUGUJESZ JEJ! TO TWOJE ŻYCIE I TYLKO TY O NIM DECYDUJESZ, A NIE JAKAŚ BLONDYNKA Z WYBUJAŁYM EGO!
- Maxi, nie nazywaj jej tak... - wolałam by tak nie mówił, bo jeszcze by to jakoś usłyszała.
- Jeszcze jej bronisz, wiesz co? To żałosne, nie wiedziałem, że jesteś taka słaba. Nie walczysz o swoje.
- Ale, zrozum! Ja walczę o swoje, uwierz! I to prawda: To moje życie i mogę z nim robić co chcę, ale nie pomyślałeś, że moje życie z Lu mi pasuje!
- Serio? Coś myslę, że nawet ty w to nie wierzysz. Najpierw pomysł, potem mów. Nara. - i bezczelnie zamknął mi drzwi przed nosem. Miałam ochotę krzyczeć, walić pięściami, zrobić cokolwiek by nie był tak negatywnie nastawiony do NAJCUDOWNIEJSZEJ Z NAJCUDOWNIEJSZYCH, do Ósmego cudu świata. Nie no! Nawet we własnych myślach muszę o niej tak mówić? Przecież tu mnie nie usłyszy.. Chyba...
    Wracając: Już sama nie wiedziałam co robić, więc z całej siły kopnęłam w drzwi, a te w tym momencie się otworzyły , i spadłam z ganka domu Maxiego na próg.
- Naty!!!
                                         ***Olga***
 Ach, mój Ramallo. Już jutro nasz wielki dzień i jego kota: Nasz ślub i nowa kuweta dla kociątka.:)
 A pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno obchodziła go tylko " przestrzeń osobista". Teraz jest inny. Jest taki mężny, cudowny, brak słów...
Moje 'marzenia' przerwał mi właśnie Ramallito:
- Olga, kolacja dla pana Germana gotowa?
- Tak, tak, już podaję... - cały czas będąc w chmurach obserwowałam mojego przyszłego męża.
- W takim razie podaj bo już 3 godziny czekamy!!!
- Już, już, pali się czy co! A co ja jestem? Służąca jakaś czy ktoś? Czy może jestem kobietą, kobietą, która już jutro przeżyje najszczęśliwszy dzień w życiu: Ślub. W takim razie powiedz mi coś: Czy nie mam prawa się rozmarzyć? Nie mam prawa przygotować kolacji 3 godziny później?!
- Olga, masz racje, ale...- i  wtedy przyparłam go do lodówki.
- I to chciałam usłyszeć. :)



_____________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

 I TO BYŁ ROZDZIAŁ IV.:) WIEM, ŻE KRÓTKI, ALE CHYBA WYSTARCZAJĄCY BO JESTEM ZMĘCZONA.:) NASTĘPNY ZA 2 KOMY.:)

poniedziałek, 31 marca 2014

Księga 1- "Wierzę Ci".Rozdział III

                                                                   ***Milagros***
  Wiedząc, że posiadam już 2 koleżanki od razu zrobiło mi się lżej na duszy.;) . Poszłam razem z Fran i Cami do sali śpiewu.
- Zaśpiewasz z nami? Na pewno masz świetny głos, skoro dostałaś się do tej szkoły! - zachęcała mnie Cami.
- Nie, troszkę się wstydzę...- schowałam się za nachodzącą na oczy grzywką.
- Nie wstydź się! To tylko wspólne śpiewanie razem z nowymi znajomymi! - Fran poklepała mnie po ramieniu.
- Eghm, może kiedy indziej.. A tak w ogóle, to cieszę się, że zdałam test do Studia! Czuję, że wszystkie moje marzenia są w zasięgu ręki.;) To jest nie do opisania. - trochę się rozmarzyłam. - No cóż, muszę już iść. Do zobaczenia potem, pa!
- Pa.;) - Cami i Fran pomachały mi na pożegnanie.
 Byłam taka szczęśliwa, że nie zauważyłam idącego w mym kierunku przystojnego chłopaka z wysoką grzywką.
- Au.! - upadłam na ziemię, na której leżały porozrzucane nuty owego chłopaka.
- Oj, bardzo cię przepraszam, nie zauważyłem Cię. Chodź, pomogę ci wstać. - brunet wyciągnął do mnie rękę.
- Nic się nie stało, to ja się zagapiłam..Wybacz. - poprawiłam moją niesforną fryzurę i dopiero wtedy mogłam ujrzeć jego duże, piękne oczy.
- To moja wina..- urwało mu mowę, bo patrzył się na mnie ze skupieniem cały czas trzymając moją <spoconą już wtedy> dłoń.
- Eee, to ja może sama wstanę.- podniosłam się.
- Umf, jestem Federico. - Fede speszył się trochę..
- Milagros. Miło mi poznać.:)
- Cieszysz się, że chodzisz do Studia? To genialne miejsce, więc na pewno poczujesz się tu jak w domu.
- Tak, to było moje marzenie i chyba się spełniło. A teraz sorka, ale muszę iść. Pa.- pomachałam mu i odeszłam.
                                                                  *** Federico***
  Ech, Milagros- nowa uczennica. Drobna, ładna dziewczyna.  Miła, sądzę, że się zaprzyjaźnimy.
 W tym momencie podbiegły do mnie Camila i Francesca.
- Aaaa! I co, jak tam Mila? Fajna, hę? - Torres zaczęła się chichrać.
- Czy ty się przypadkiem nie..- nie dałem jej skończyć.
- O co wam chodzi? Pomogłem jej tylko wstać! A z resztą upadła przez moją ciamajdowatość. Dajcie już spokój...- i poszedłem obrażony.

                                                                 ***Naty***
Szłam przez korytarz z nadzieją, że nie spotkam superidiotki, to znaczy supernowej... Znów zapomniałam przynieść jej wodę, i do tego założyłam tę śliczną malinową kieckę, którą zakazała mi nosić. Kiedy ona w końcu przestanie mnie nękać?! Mam już tego dość, ale boję się jej to powiedzieć.
 Nagle poczułam jak ktoś się zbliża. Poczułam chłód i przez ciało przeszły mi ciarki. Blond kosmyk przejechał po mojej przestraszonej twarzy.
- Natalia!!!! Gdzie ty się podziewałaś, hę?! Miałaś mi przynieść wodę a ty co.?! Stoisz na środku jak jakiś posąg.  Rusz się w końcu, a nie.. - Lu zaczęła chyba obczajać mój strój, bo zrobiła się cała czerwona ze złości.- Założyłaś tę obrzydliwą sukienkę? Przecież wiesz ,że wyglądasz w niej jak słoń!
 Słysząc co dzień te same słowa od tej samej blondynki nie czułam smutku (nawet jeśli ktoś nazywa mnie słoniem), a raczej gotowało się we mnie coś dziwnego.. nie złość,  lecz potrzebę zakończenia tego wszystkiego. Szkoda, że nadal brak mi odwagi by jej to wyznać...
- W każdym razie: Przynieś mi wodę i zaraz przyjdź do sali śpiewu. Pokaże ci moją nową piosenkę.
- Już idę, idę..- westchnęłam przytłoczona tym wszystkim.
        Akurat szłam po wodę i niechcący wpadłam na Maxiego.
- Oj, przepraszam. - już miałam biegnąć do Ludmiły, ale raper złapał mnie za ramię.
- Naty, czekaj. Masz może dziś jakieś plany?
- Ee, w prawdzie to mam. Odebrać nowy kostium Lu, umówić ją do makijażystki, do spa, spotkać się z...
- Kiedy w końcu zostawisz ją i zajmiesz się sobą? Chciałem pójść z tobą do kina, ale widzę, że już masz co robić. - poszedł tak szybko jak się pojawił, a mi zrobiło się przykro. Coraz bardziej czuję, że to musi sie raz a dobrze skończyć!
                                                             ***Leon***
  Ile razy patrzę na Violettę, tym bardziej czuję, że znów musimy być razem. Niby Diego się zmienił, jest innym człowiekiem w Hiszpanii, ale boję się, że znów się to wydarzy. TO- czyli te same problemy! Najpierw Tomas, potem Diego. Niby wszystko dobrze się skończyło, ale martwię się, że moje szczęście z nią zostanie przerwane bardzo nagle. Będę z nią, pocałuję ją, ale następnego dnia- zobaczę ją z kimś innym. Nie chcę ponownie przez to przechodzić! Najgorsze jest to, co się wydarzyło przed chwilą. Patrzała na mnie smutnym wzrokiem. A ja... nic nie powiedziałem. Było jasne, że chce być moją dziewczyną. Pamiętam te wszystkie chwile, moje niepewności i jej...
  Moje przemyślenia przerwał głos Andresa:
- Chłopie, chodźmy do sali głównej! Pablo nas wzywa. Chyba czeka nas nowe zadanie.
- Jasne, chodźmy.. - poklepałem go po plecach i poszliśmy.
- Czekaj, martwisz się czymś? Powiedz.:) - przyjaciel jak to przyjaciel- wie kiedy jesteś w potrzebie.! Tak zachował się przed chwilą Andres.
- Chodzi o Violettę...
- Co?! Nie wierzę. Przecież jesteście razem, co nie? Znów ma kogoś nowego?
- Nie. I nie jesteśmy razem.
- Ale,  na zakończenie roku pocałowaliście się, a potem...
- Nie wiesz co się wtedy stało!! - wybuchnąłem.
- To mi opowiedz.
- No dobra..- usiedliśmy na krzesełkach i zacząłem opowiadać. - Po finale wszyscy rozeszli się do domu. Ja z Violettą zostaliśmy. Trzymaliśmy się za ręce, ona mówiła, że będziemy już zawsze razem. Wtedy poczułem się jakoś dziwacznie. Przeleciało mi przez myśl wiele wspomnień z nią- tych lepszych i tych gorszych. Pamiętam, że mówiła tak z milion razy...Aż to mi obrzydło.
- I co się wtedy stało? - chłopak najwyraźniej był tym na maksa zainteresowany.
- Ech, puściłem powoli jej dłoń. Ona spytała : - "Leon, o co chodzi? Nie czujesz tego kiedy jesteśmy obok siebie?" . Ja.. nic nie powiedziałem. Urwałem; - "Violetta, ja.. wybacz, ale nie chcę być z tobą.".
Tak ciężko było mi to powiedzieć. Ona się rozpłakała, pewnie myślała, że wszystko będzie dobrze, ale między nami nie jest ani dobrze, ani źle. To skomplikowane. No i nie widziałem jej całe wakacje... - głos drżał mi niesamowicie. Naprawdę nie chciałem do tego wracać.
- Stary, nie wiedziałem, sorry. .. Ale..ty ją kochasz! Musicie się spotkać. Obgadajcie to, na spokojnie.
- Już ze mną gadała. To nie będzie miało przyszłości. Niby nie chcę z nią być, ale jak ją widzę- serce bije mi o pół tonu wyżej. Mam ochotę śpiewać jakieś nudne miłosne ballady. I to tylko przez jej widok.
- To się nazywa miłość przyjacielu. Lepiej, żebyście pogadali. Ja lecę, pa!
                                                          ***Pablo***
  Kiedy wszystkie dzieciaki zebrały się w sali mogłem przejść do zadania.
- Kochani! Kolejnym zadaniem dla Was i za razem pierwszym w nowym roku szkolnym będzie napisanie własnej piosenki! Wszystkie będziecie mogli zaprezentować przed kamerami YOU-MIXU!!!
  W tej chwili rozległy się piski i wesołe okrzyki uczniów. Nagle sprzede mnie wyskoczył uśmiechnięty Marotti.
- Wszystko będzie leciało live, nie będzie żadnych trialów, poprawek - wszystko NA ŻYWO! Macie tydzień! Potem widzowie wybiorą 3 najlepsze piosenki, które staną się nowiutkimi hitami You-Mix.!
  W sali rozległy się okrzyki zainteresowania, a także wyraźnego zachwycenia.
 - No dobrze, na tyle koniec. Widzimy się jutro. :) - i tak zakończył się pierwszy dzień w Studio.
                                                          ***Violetta***
  Było już po zajęciach. Spacerowałam po wybrzeżu morza. Obserwowałam piękne mewy, zachód słońca oraz fale wody.. Czułam bryzę, mogłam oddychać całą piersią. Moja zwiewna bluzeczka poruszła sie jakby w rytm wiatru, a koturny wbijały w dno sypkiego piasku.
 - Violetta!
To było dziwne. Usłyszałam głos chłopaka. Chłopaka, który mnie zostawił. Który ode mnie ucieka. Który mnie nie kocha, który patrzył jak płakałam, kiedy mi nie wyznał miłości. To wszystko było fałszywe. Myśląc o tym nie chciałam się odwracać. Być może był to wybryk ze strony mojej wybujałej wyobraźni, która specjalnie chciała mnie zmylić. Ale nie. To było prawdziwe. Niestety.
- Co chcesz? - spytałam na 'odwal się.'
- Musimy pogadać.. To ważne. Muszę ci coś wyznać.
- Niby co? Że mnie nie kochasz? Tak, wiem. Nie chcesz przez to przechodzić. Rozumiem.
- Nie. Kiedy cię widzę, nie mogę oderwać od ciebie wzroku. Kiedy do mnie mówisz, nie mogę słyszeć niczego innego- tylko ciebie.  Moja dusza śpiewa, nie mogę tego zatrzymać. Gdy ..- nie mogłam tego już słuchać! Najpierw mnie odrzuca, zrywa kontakt na parę miesięcy, unika jak ognia , a teraz na aforyzmy mu się zachciało! ŻAL!
- Przestań. Jeśli nie chcesz poznać mnie z tej złej strony, to wybacz, ale skończ w końcu. Takie poemaciki możesz wmawiać naiwnej- nie mnie.
- Przy tobie nie mogę tego zatrzymać. Moje serce umiera i usycha z tęsknoty do ciebie. I choćbym chciał- nie przestanę.
  No i chyba się nabrałam. Ale powiedział to szczerze. To nie było ani sztuczne, ani przesadnie romantyczne- prawdziwe.  Ale najprawdziwsze było to, że ... przyciągnął do siebie, złapał za ręke, podbródek. Oczy zalały mi się łzami.
- Czyli, że teraz będziemy już razem na..
- Nie kończ, proszę. Za każdym razem gdy to słyszę jestem pełen wątpliwości, które mnie zmęczyły. Będziemy razem, ale nie wiem czy na zawsze.
- Masz racje. Na zawsze to za mało. Będziemy razem tak długo, jak długo fale tego morza będą szumieć. Tak długo, jak długo będzie się chować i pojawiać słońce z każdym naszym pocałunkiem .
- I to chciałem usłyszeć. - moje policzki zalały się głębokim rumieńcem, on się lekko uśmiechnąl. Wszystko wskazywało na coś na co czekałam tak długo. Poczuć dotyk jego ust na moich. 
      Wszystko na to wskazywało...



___________________________________________________________________________________________________________________________________________________
                                ____________________________________
 I TO BYŁ OTO ROZDZIAŁ 3! TROCHĘ DŁUGI, ROZPISAŁAM SIĘ, WIEM.;) NAPISZCIE W KOMENTARZU JAKI BYŁ WASZ ULUBIONY MOMENT I CO WAM SIĘ NAPRAWDĘ PODOBAŁO W TYM ROZDZIALE LUB CO WAM SIĘ NIE PODOBAŁO.:D 

                                     PODSUMOWANIE 3 OST. ROZDZIAŁÓW:
Jest to takie krótkie streszczenie co się działo w 3 ost. rozdziałach. Jest ono napisane ponieważ piszę w 1 osobie i czasem trudno (niektórym) skojarzyć o co chodzi. 

       Zaczął się nowy rok szkolny w Studio On Beat. Do grupt utalentowanych dzieciaków doszła nowa dziewczyna- Milagros.  Na początku nieśmiała, aż poznaje nowe koleżanki- Cami i Fran. 
 Ludmiła nie zmieniła się, nadal zachowuje się jak królowa- zaczyna to przeszkadzać Federico. 
Tym bardziej Naty, która wciąż jest pod jej wpływem i spełnia każdy rozkaz z jej strony. Traci przez to miłość i sympatię Maxiego. A Leon? Co z Violettą? Ona go kocha, on nie chce przez to znów przechodzić. Jednak po rozmowie z Andresem rozumie, że ich miłość jest wyjątkowa. Spotyka ją na plaży, a tam mówią o sowich ukrytych uczuciach. Kto by pomyślał, że zwykła plaża może ponownie połączyć ludzi po ciężkim rozstaniu?


 Kolejny rozdział niedługo.;) 

środa, 12 marca 2014

Księga 1- "Wierzę Ci." Rozdział II

 .... Wtedy pochylił się nade mną, zbliżył usta i...
- Violetta?  Co robisz? - zapytał zdziwiony widząc mnie z zamkniętymi oczyma tuż przed jego ustami.
- E.. ja.. chyba muszę już iść. Pa.- wzięłam torebkę i wyszłam bardzo prędko. Było mi tak wstyd! Czemu akurat wtedy musiałam sobie coś takiego wyobrazić? No ale mogłam się tego spodziewać! Przecież on i ja to tylko przyjaciele, po wzlotach i ciągłych upadkach. Nie mamy szansy na prawdziwą miłość. Nie mamy...
 Myśląc tak nawet nie zauważyłam idącej w moim kierunku Francesci.
- Hejka. Idziemy do studia? Antonio chce nam przedstawić nowych uczniów.
- Tak, chodźmy. - i ruszyłyśmy, a ja starałam się nie myśleć już o tej kompromitującej sytuacji zaszłej w domu Leona .
                                                                *** Federico***
   Szedłem akurat by spotkać się z Ludmiłą. Ubrany byłem jak zwykle w najlepsze ciuchy. Marynarka, koszulka w paski, dżinsy, conversy. A ona? Błyszczący pasek, białe spodnie, elegancka narzutka i pełno dodatków. Pasujemy do siebie. Ja: MEGA GWIAZDA. Ona: Supernowa. Tylko nie wiem dlaczego czasem czuję, że się pomyliłem. Przecież wcale się nie zmieniła. Nadal jest nieuprzejma, uważa się za najpiękniejszą. Ale przecież pokochałem ją za to kim jest...
  W tym momencie ujrzałem ją. Była śliczna. Blond kosmyki włosów delikatnie opadały na ramię. Jej ręka ze skupieniem szarpała struny gitary.
- Cześć Ludmiła. - ucałowałem ją w policzek.
- Hej. Napisałam chyba nową piosenkę .
- Serio? Pokaż. - usadowiłem się przy niej.
- "Kiedy jesteś zakochany-yy, nic nie liczy już się. Musisz tylko myśleć o tym jedy-ny-m, on twoim bogiem jest." A dalej to dalszy tekst z Urodziłam się, aby być gwiazdą. I jak? Podoba się?
- Tak,początek niezły, ale lepiej by pomyśleć o innej melodii, albo innej aranżacji.
- Ja tam wolę swoją wersję. Opowiada o tobie i o mnie: Wspaniałej, super pięknej i tajemniczej gwiazdy muzyki! Ludmile Ferro! Ach! Jestem doskonała!
- Tak, muszę już lecieć, widzimy się potem? - spytałem wiedząc, że ją to nie obchodzi.
- Pewnie, a teraz już idź bo zasłaniasz mój blask. Co ja mówię! Blask supernowej jest taki wielki, że aż oślepia!!!
 Wyszedłem z sali śpiewu bardzo zdezorientowany. Znowu myśli tylko o sobie. Przez pierwsze 5 miesięcy bycia razem interesowała się mną. Ale teraz?
  W drodze spotkałem Fran i Violettę.
- Ej, dziewczyny gdzie idziecie?
- Do sali głównej. Antonio przedstawia nowych uczniów.
                                                                    ***Milagros***
  Stałam przed wszystkimi pełna obaw. I znów poczułam, że jestem żałosna. Ja w prostej koszulce, bluzie i dżinsach, nic oryginalnego, W przeciwieństwie oczywiście do innych absolwentów.
- "Ja tam nie pasujęęę! - " pomyślałam.
 - Drodzy uczniowie! W tym dniu przybyło do nas parę nowych talentów! Powitajmy ich; - tu zaczął wymieniać, aż mnie usadowił na ostatnim miejscu.- Bądźcie dla nich mili, pokażcie im siłę naszego Studia!
- "Już się boję". - westchnęłam.
 Nagle podbiegły do mnie dwie zwariowane dziewczyny: Jedna czarnowłosa, druga ruda jak wiewiórka.:)
- Hej, Mila- tak? Mogę do ciebie mówić Mila? - spytała ta ruda.
- Camila, uspokój się.- czarnowłosa tyknęła łokciem bodajże Camilę.
- Tak, możesz. - uśmiechnęłam się nieśmiało.
- W takim razie jestem Cami, a to moja przyjaciółka- Francesca.
- Miło poznać, naprawdę.
    I właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że nie będzie tu tak źle, skoro mam już 2 nowe koleżanki.;P
_________________________________________________________________________________________________________________________
I TO BYŁ ROZDZIAŁ II. FAJNY? 
KOLEJNY ZA 2 KOMY xD.
 |Naty Pasquarelli

wtorek, 11 marca 2014

Księga 1 - "Wierzę Ci." ~Rozdział I

                            "Oto jest miłość: Dwoje ludzi spotyka się przypadkiem, 
                                                a okazuje się, że czekali na siebie całe życie..." 
                                                   ***Milagros***
  Tego dnia było mi źle, tak jakbym nigdy nie miałabym zaznać szczęścia. Byłam jak zagubiona dusza, pełna smutku, goryczy. Wolałabym już nigdy nie ujrzeć światła dnia. Szłam do tego miejsca pełna obaw. A co jeśli mnie nie zaakceptują? Nie przeżyję tegoo...
   Właśnie w tym momencie stałam przed Studiem On Beat. Usłyszałam dzwonek, ale nie szłam. Kolana mi się trzęsły, to było straszne. Niestety zapomniałam, że spóźnienie się na zajęcia jest gorsze od wejścia tam...
  Musiałam wybrać: Albo wejdę, albo sie spoźnię i będę miała wpadkę już na początku. Zaryzykowałam.  
    Po wejściu czułam jakby w ciało wbijały mi się ostrza. Przeszywały moje ciało. Serco omal mi nie wyskoczyło, gdy ładna kobieta tyknęła mnie w plecy: 
- Przepraszam, jesteś nową uczennicą, tak? - to była Angie, nauczycielka śpiewu. 
- Tak...- zaciął mi się głos.
- W takim razie dlaczego nie idziesz na lekcje? 
- Ja... Po prostu boję się pierwszego dnia. 
- Nie ma czego! Jeśli obawiasz się nie akceptacji, to daj spokój! Bądź sobą, usmiechaj się od wszystkich, otwórz się.:) 
- Dziękuję proszę pani..- na moich policzkach pojawił się delikatny rumieniec. 
- Zaprowadzę Cię do klasy.- blondynka ujęła mnie za ramię i poszłyśmy. 
   Po dojściu znów onieśmielałam. Ujrzałam młodych ludzi. Mieli przed sobą świetlaną przyszłość: Będą gwiazdami, prawdziwymi. Potrafili wszystko: Perfekcyjnie śpiewać, tańczyć, grać. Nie wiem dlaczego postanowiłam sie tu uczyć.. Może się wycofam? Nie, to by było tchórzostwo. Postanowiłam, że zostanę. Ciekawe ile wytrzymam.
                                       ***Violetta***
  Szłam parkiem. Wiatr nękał moje włosy niemiłosiernie. Chciałam iść, iść, iść i nigdy się nie zatrzymywać. Francesca i Cami mają ważniejsze sprawy niż wysłuchiwanie moich ciągłych narzekań. Tata? On ma stale coś na głowie.. Nikt nie mógł mi pomóc. Chyba, że Leon... Muszę do niego iść! Jego widok na pewno poprawi mi humor! 
  Biegłam radośnie do domu Leona. Cała w skowronkach, naprawdę. Gdy dotarłam na miejsce nie musiałam nawet używać dzwonka do drzwi. On mi otworzył. Zupełnie jakby czuł, że się do niego wybieram... To było dziwne, a zarazem takie cudowne.<33 . 
- Cześć. 
- Cześć.- przystojniak uśmiechnął się do mnie. - Proszę wejdź. - Przepuścił mnie przez drzwi. 
  - Czemu przyszłaś? 
- W sumie to nie wiem.;P Po prostu mam doła, jest ponuro, od rana nie miałam żadnej pozytywnej myśli, i ...- nie dane mi było skończyć. 
- Martwisz się czymś? - spytał opierając się o framugę. 
- Nie, ale myślałam, że wpadnę, pogadamy, wiesz...
-Hmm- westchnął i zaprowadził mnie do pokoju. Na biurku ujrzałam nasze dawne zdjęcie. To było słodkie. Nie byliśmy razem, ale wciąż o mnie myślał, chyba. 
- A co tam u ciebie? - zapytałam się go, aby przerwać niezręczną ciszę. 
- Dobrze. W sumie to lepiej nie było. 
 Cieszyło mnie to, że mu się układało. O mnie można by powiedzieć to samo, gdybym nie była przybita pewną myślą, o której nawet nie miałam pojęcia. 
- Violetta, porozmawiajmy..- złapał mnie za rękę. 
- D-dobrze, ale o czym.? 
- O nas. Wiem, że lepiej jest jak jesteśmy przyjaciółmi, niż gdy jesteśmy parą. Ale ja tak nie mogę. Nie mogę przecież patrzeć jak cierpisz i nie móc cię przytulić..
- Możesz. - przerwałam mu. 
- Teoretycznie tak, ale to nie to samo. Nie mogę przecież cię pocieszyć mówiąc " wszystko się ułoży". Chciałbym spojrzeć w twoje piękne oczy, móc się do ciebie zbliżyć i... - mówiąc to wpatrywał się we mnie jak w obrazek, przysunął się nadal trzymając moją <już dość spoconą> dłoń. 
-I? 
- I cię pocałować..
__________________________________________________________________________________________________________
To był rozdział I mojego opowiadania pt. "Wierzę Ci". 
I jak? Podobał się? 
Teraz krótkie objaśnienie: MILAGROS- to jestem ja. Naprawdę nie mam tak na imię, ale musiałam coś wziąć, by nie było dwóch Naty .xD Kiedyś mi się śniło coś takiego i dlatego chcę temu snu nadać realny kształt w moim rozdziale.:)
Kolejny rozdział za 1 kom. 
                                                   Vilu; 333





niedziela, 9 marca 2014

Powitanie

Hola V-lovers! Na tym blogu będą się pojawiać moje opowiadania, gify, imaginy i newsy z serialu Violetta. To już mój chyba z 10 blog, niestety wszystkie nie miały nawet 2 tygodni (razem wzięte). Może ten będzie miał?
  I teraz moja krótka 'biografia':
- Mam na imię Natalia
- Mam 14 lat
- Uwielbiam serial "Violetta"
    Tyle wystarczy.xD  Kiedy pojawią się 2 komentarze dodam kolejny post.:)  Pamiętajcie, że jesteście dla mnie motywacją do działania, dzięki Wam może nie zrezygnuję z blogowania .:)  
                                                                                      / Vilu; 333